Rozmowa Druga 

 

Skąd jesteśmy i po co ?        

 

problemy metafizyczne, jak wspomnieliśmy w poprzedniej rozmowie dotykają najgłębszych podstaw naszego istnienia, naszej egzystencji. Skąd się wziąłem? Co ja tu ostatecznie robię w tym – bardziej lub mniej – cudownym świecie? Skąd w ogóle ten świat? Jaki jest początek świata i jego koniec? Jaki jest początek człowieka, ale jakie jest również jego przeznaczenie? Jaki jest sens – o ile w ogóle – istnienia? Te metafizyczne lub egzystencjalne problemy, wydają się nie mieć odpowiedzi, ani satysfakcjonującego rozwiązania …, a przecież nie umiemy się od nich uwolnić i po prostu się nimi nie przejmować. One powracają – w takiej lub innej formie i czasami warto by było się nimi spokojniej i dogłębniej zająć.

 

Przede wszystkim więc może warto zastanowić się nad sprawą następującą:

 

W każdym bycie jest coś istotnego, coś co stanowi, że ten byt jest tym czym (lub kim) jest, a nie czymś (kimś) innym. I w każdym bycie jest coś akcydentalnego, nieistotnego, co w nim jest, ale być nie musi. To pierwsze nazywamy w filozofii substancją pierwszą, jest byt jako taki, ten oto konkretnie istniejący byt, to czym byt ten jest istotnościowo lub substancjalnie, to co stanowi o nim w sposób najbardziej podstawowy, lub inaczej to, co jest bytem, np. to oto drzewo, ten oto stół, ten oto, konkretny człowiek.

To co w bycie nie jest istotnościowe, co nie stanowi o istocie tegoż bytu, co może i ulega zmianom, co nie charakteryzuje tego oto bytu w sposób ostateczny i jednoznaczny nazywamy przypadłością, akcydensem. I tak np. długość czyichś włosów, to że nosi okulary, kolor spodni to tylko przypadłości, które do bytu są niejako dodane. I chociaż one są –jakoś- w bycie, to jednak o nim w istotnościowy sposób nie stanowią, mogą być takie, ale i inne, a byt będzie ten sam. ....

 

Możemy więc powiedzieć, że substancja wraz z przypadłościami „tworzy” ten oto, konkretny, teraz istniejący realny byt. W „naszym świecie”, wśród bytów materialnych nie ma nagich substancji, pozbawionych przypadłości, ale też nie ma samych, nie-zakotwiczonych w konkretnym bycie przypadłości. To co realnie istnieje to konkretny byt. Chociaż oczywiście nie jest wykluczone, że np. aniołowie mogą być czystymi substancjami, bez przypadłości ...

 

Niemniej jednak, mimo, że w każdym bycie jest coś istotnościowego, co stanowi ten byt, to o żadnym bycie nie możemy powiedzieć, że jego istotą jest istnienie. Istnienie bowiem nie należy do istoty żadnego -znanego nam z doświadczenia- bytu. Czym innym bowiem w bycie jest jego istota, a czym innym fakt, że on istnieje. Nie możemy więc o żadnym znanym nam bycie powiedzieć, że jest ot byt konieczny, czyli koniecznie istniejący. Albo inaczej żaden znany nam byt nie istnieje w sposób konieczny. A jeśli tak, to DLACZEGO ISTNIEJE? Skoro bowiem nie jest bytem koniecznym to nie musi istnieć i był czas, że nie istniał i wcale nie ma żadnych powodów dla których musiałby istnieć.

 

Czy przyszło Ci kiedyś do głowy, że i ty mógłbyś w ogóle nie istnieć? A właściwie to nawet lepiej by było gdybyś nie istniał. Byłoby o wiele prościej, na pewno mniej zamieszania i kłopotów, mniej łez i problemów, mniej nerwów i stresów. Nawet z czysto energetycznego punktu widzenia, Twoje istnienie (moje również) jest tylko niepotrzebnym i zbytecznym zakłóceniem stanu równowagi energetycznej. Takie rozumowanie mogę powtórzyć i często powtarzam w stosunku do samego siebie. Takie rozumowanie można by powtórzyć w stosunku do każdego istniejącego człowieka. Zdecydowanie lepiej i prościej byłoby gdybyśmy nie istnieli !!!! Skąd więc jesteśmy? I po co?

 

Na pierwsze pytanie, niektórzy złośliwcy odpowiadają: „Człowiek jest bytem przygodnym (w filozofii znaczy to niekoniecznym, przypadkowym) bo powstał z przygody swoich rodziców”. Może być, rzeczywiście tak, że niektórzy z nas tak właśnie powstali, w przygodny lub nawet przygodowy sposób, ale nie może tak być, że wszyscy powstali właśnie w taki przypadkowy sposób. Niektórzy próbują twierdzić nawet coś więcej, a mianowicie, że cały wszechświat z jego nieprzeliczonymi miliardami systemów słonecznych i milionami galaktyk jest niczym więcej tylko dziełem czystego przypadku! Dosyć szokujące stwierdzenie. Przedłużając tego rodzaju rozumowanie można by próbować udowodnić, że 1.000 szympansów walących na oślep w klawiaturę tysiąca maszyn do pisania przez 1.000 lat jest w stanie „wyprodukować” przypadkowo chociażby jeden egzemplarz „Pana Tadeusza”! Niestety nawet gdybyśmy zwielokrotnili liczę szympansów do 100 tysięcy i pozwolili im tłuc w klawiatury najbardziej nowoczesnych komputerów przez 100 tysięcy lat, to i tak prawdopodobnie nie udałoby im się wystukać nawet jednej linijki „Inwokacji”. A więc, jakże można wymagać czy suponować, że cały wszechświat powstał ot tak sobie „z niczego” w drodze czystego przypadku? Pytanie więc postawione na początku: Skąd jesteśmy? pozostaje nadal bez odpowiedzi. Przypadek nie wyjaśnia niczego.

 

Skoro więc żaden ze znanych nam bytów nie jest bytem koniecznym, to podstawowa zasada metafizyczna: „Ex nihilo nihil” – (z niczego – nic) pozostaje w mocy. Musi być przecież jakieś wytłumaczenie istnienia tych wszystkich niekoniecznych (przygodnych, choć niekoniecznie przygodowych) bytów. Nie daj się więc zniechęcić i nie wierz, że Twoje życie jest dziełem czystego przypadku, że pojawiłeś się na tym pięknym świecie z nikąd. W przeciwnym bowiem razie Twoje życie jest całkowicie absurdalne i nie ma najmniejszego znaczenia. Skoro znikąd się pojawiłeś, to i w nicości się rozpłyniesz i całe twoje życie nawet najbardziej wypełnione sukcesami jest absurdem.

 

Pozostaje przecież i drugie pytanie: „Po co tu jesteś? jaki jest cel Twojego istnienia?” To niemożliwe, żebym istniał tylko po to, aby zarabiać pieniądze i je wydawać, lub przemieniać jedną formę materii organicznej w inną formę lub produkować odpadki, którymi zalewany jest świat. Jaki więc jest cel naszego istnienia ? I jaki jego sens ? Nic nie istnieje ot tak sobie, z niczego, ale też i nic nie istnieje ot tak sobie, po nic, bezcelowo i bezsensownie. Także Twoje życie nie jest bezcelowym. A jeśli tak, to jaki jest cel Twojego życia ? O ile więc pierwsza zasada metafizyczna czyni zadość zasadzie przyczynowości: „ex nihilo nihil” o tyle druga, podobna, jest spełnieniem zasady celowości. Nic nie istnieje bezcelowo i bezsensownie. Nie ma nic w tym świecie, co nie miałoby znaczenia i sensu. Także, a może nawet przede wszystkim Twoje istnienie!

 

Obydwie zaś zasady mówią, że jesteś dziełem nieprzypadkowym, jedynym, niepowtarzalnym i celowym, chcianym i masz swoje miejsce w świecie i zadanie do spełnienia. Nawet, jeśli nie jesteś prezydentem, czy wielkim biznesmenem, masz swoje miejsce w świecie i swoje zadanie, swój cel istnienia. Do Ciebie należy jedynie odczytać i odszukać to miejsce właściwe i cel Twojego istnienia. W przeciwnym razie jesteś tylko jednym z miliona ślepych trafów, a może nawet szympansów, walących na oślep w klawiaturę życia … Nie dajmy się zwariować filozofii sukcesu i zarabiania pieniędzy. Nie dla tego przecież istnieję, żeby dać się przemielić maszynie czasu w bezsensowny sposób. Co po mnie zostanie oprócz przechodzonych butów i kilku bardziej lub mniej kosztownych przedmiotów, o które kłócić się będą spadkobiercy ? Czy moje życie jest rzeczywiście dziełem przypadku, ślepego losu, produktem ubocznym ewolucji materii, energetycznym pryszczem w równaniach mechaniki kwantowej ? Czy moje życie ma się zakończyć jedynie wyrównaniem równowagi energetycznej we wszechświecie i niewielkim przyrostem entropii ? Nie wierzę w to!

 

Mimo więc, że żaden ze znanych nam bytów nie posiada w sobie konieczności istnienia i wszystkie byty są jedynie bytami przygodnymi, to jednak musi istnieć uzasadnienie ich istnienia, a więc Byt Konieczny, który nie może nie istnieć, a Który jednocześnie usprawiedliwia czy tez jest źródłem istnienia wszystkich innych –niekoniecznych- bytów.

 

Nieprzypadkowo i nie bezcelowo napisał o tym Ks. Kazimierz Kubat SDS – także byt niekonieczny, bardzo głęboko świadomy swojej niekonieczności.